Choć moda na ekologiczne pochówki nie rozgorzała na dobre w Polsce, już teraz pojawiają się sygnały, że coraz więcej osób zainteresowanych jest takim rozwiązaniem. Tendencję tę będą pogłębiać problemy ze znalezieniem odpowiedniego miejsca spoczynku. Umówmy się, przestrzeń kurczy się w zadziwiająco szybkim tempie i lada moment cmentarze położone w dobrych lokalizacjach, przestaną przyjmować nowych ‘klientów’. Alternatywne metody pochówku mogą na stale zagościć w ofercie zakładów pogrzebowych, które dostosowują się do współczesnych wymagań. Jakie zatem alternatywy można zaproponować?
Kremacja
To znana od setek lat metoda palenia zwłok zmarłego w specjalnie do tego przeznaczonym piecu. Powstałe prochy zmarłego należy w dalszej kolejności złożyć na cmentarzu. Warto wiedzieć, że w Polsce zabronione jest przechowywanie urny z prochami w innym miejscu. Nie ma także możliwości rozsypywania prochów. Jednakże, ta metoda jest coraz mniej popularna na świecie, z uwagi na jej negatywny wpływ na środowisko. Spaliny emitowane przez kominy pieców kremacyjnych, zasilanych przez olej napędowy, gaz ziemny albo LPG niczym nie różnią się od tych, które emitują samochody, elektrociepłownie czy domowe kotły. Warto przy tym mieć na uwadze, że przeciętna spalarnia zwłok emituje w ciągu roku mniej szkodliwych substancji, niż elektrociepłownia w ciągu dnia oraz dom jednorodzinny w okresie sezonu grzewczego
Wodna kremacja
Inaczej nazywana resomacją. Metoda ta polega na poddaniu ciała zmarłego działaniu specjalnego roztworu – mieszanki wody i wodorotlenku potasu – w komorze ciśnieniowej urządzenia zwanego resomatorem. Efektem tego procesu jest rozkład ciała. Pokruszone na proch kości przekazuje się rodzinie zmarłego, zaś płyn biologiczny zostaje wylany do ziemi. Jak zapewniają specjaliści w czasie resomacji ludzkiego ciała nie podgrzewa się do temperatury wymaganej przy tradycyjnej kremacji, stąd wpływ na środowisko w postaci śladu węglowego jest blisko dziesięciokrotnie mniejszy.
Promesja
Jeszcze bardziej ekologiczną formą pochówku jest promesja, czyli metoda, w której ciało zmarłego najpierw zamraża się, a potem doprowadza do rozpadu na maleńkie granulki. Opatentowany przez szwedzką biolog Susanne Wiigh-Mäsak sposób, odchodzi od konieczności zaistnienia procesów gnilnych, czego skutkiem jest niższe skażenie bakteriami wody pitnej. Prochy zmarłego w formie granulek chowa się w ziemi w biodegradowalnej trumnie tak, by stały się nawozem dla nowego, roślinnego życia.
Zatopienie zwłok w morzu
Polskie prawo nie zostało jeszcze dostosowane do możliwości jakie dają wodna kremacja oraz promesja. Proponuje za to inną formę, bez udziału domu pogrzebowego – pochowanie zwłok w morzu. Wszystkim marzycielom tej wizji należy jednak wyjaśnić, że w myśl obowiązujących przepisów, pochowany w morzu może być wyłącznie zmarły na okrętach będących na pełnym morzu.
